Wpis
Wreszcie, po długim oczekiwaniu, z dalekiego kraju, przybieżała notatka Moskwiczowej, odkrywająca kulisy jej drogi powrotnej. Jako, że sprawa wciąż dotyczy Moskwy, kwalifikuję do blogu i przytaczam in extenso
Moskwicz
Moskwa nie chciała się ze mną rozstać – to może być miłość albo nawet liubow
Po tych wszystkich bagażowych perypetiach ogarnęło mnie pragnienie (dosłownie: bardzo chciało mi się pić) i marzyłam o tym aby usiąść. Nic z tego. Za winklem już czyha na podróżnych kolejna bramka i prześwietlanie. Ruki w wierch itp.
Pan Graniczny pogrzebał sobie w mojej torebce, nie wiem dlaczego najbardziej interesowała go zawartość portfela i mojej Biblii. Pomyślał, spodobało mu się, jeszcze raz pomyślał i zdecydował że przy użyciu tych dziwnych przedmiotów nie zdołam stworzyć zagrożenia dla bezpieczeństwa lotu. W porządku. Mogę przechodzić.
Patrzę na bilet – gate 56. Wspólne przedsięwzięcie Lotu i Aeroflotu w trosce o zdrowie (tak sądzę) zapewnia pasażerom zarówno na lotnisku w Polsce jak i w Moskwie „przebieżkę” wyznaczając najbardziej odlegle stanowisko dla samolotu. Jedyna różnica polega na tym, że w Warszawie idzie się cały czas prosto, a w Moskwie uprawia slalom miedzy kolejnymi sklepami. Ot tak, dla zdrowotności. Idę z wysuniętym jęzorem, mijam sklepy z wódką, chustkami, matrioszkami, zaczynam tracić nadzieję, że dotrę na miejsce i jeszcze przed wejściem do samolotu zdążę się napić wody. Duszno, upał. W końcu widzę: 56 – to nie fatamorgana. Zdążyłam.
Rozglądam się za napojami ale proszą już do samolotu. Jak dobrze, przynajmniej usiądę i wkrótce podadzą coś do picia. Siedzę sobie a czas czarodziej tym razem zatrzymał wskazówkę zegara, prawie stoi w miejscu. W końcu mija 17:55 i dalej stoimy w miejscu. Gaśnie światło, nie działa klimatyzacja i robi się coraz duszniej. Stewardesy roznoszą wodę. Wreszcie! Wypijam dwie szklaneczki, a woda jak to woda natychmiast przenika przez skórę, bo na zewnątrz temperatura 32 stopnie a w samolocie jak w saunie. Stewardesy z uśmiechem roznoszą chusteczki odświeżające – bardzo przyjemnie jest wytrzeć lepkie ręce.
Nie działa kolejny agregat prądotwórczy, proszą o cierpliwość a uśmiech chyba już boli. W końcu, po godzinie, znajdujemy się już na pasie startowym. Cóż, nie było masełka, Lot podaje kanapkę dla bardzo głodnych, chyba nie byłam aż tak głodna aby to zjeść, a mimo to zjadłam. Dziwna jest natura człowieka.
Moskwiczowa
29.06.2010
komentarze:
Moskwicz - daj jakiś wpis z tytułem :D