Pies Pawłowa

Wpis

niedziela, 20 listopada 2011

Wpis bez tytułu


Wreszcie, po długim oczekiwaniu, z dalekiego kraju, przybieżała notatka Moskwiczowej, odkrywająca kulisy jej drogi powrotnej. Jako, że sprawa wciąż dotyczy Moskwy, kwalifikuję do blogu i przytaczam in extenso
                           Moskwicz


Moskwa nie chciała się ze mną rozstać – to może być miłość albo nawet liubow 
Po tych wszystkich  bagażowych perypetiach ogarnęło mnie pragnienie (dosłownie: bardzo chciało mi się pić) i marzyłam o tym aby usiąść. Nic z tego. Za winklem już czyha na podróżnych kolejna bramka i prześwietlanie. Ruki w wierch itp. 

Pan Graniczny pogrzebał sobie w mojej torebce, nie wiem dlaczego najbardziej interesowała go zawartość portfela i mojej Biblii. Pomyślał, spodobało mu się, jeszcze raz pomyślał i zdecydował że przy użyciu tych dziwnych przedmiotów nie zdołam stworzyć zagrożenia dla bezpieczeństwa lotu. W porządku. Mogę przechodzić. 

Patrzę na bilet – gate 56. Wspólne przedsięwzięcie Lotu i Aeroflotu w trosce o zdrowie (tak sądzę) zapewnia pasażerom zarówno na lotnisku w Polsce jak i w Moskwie „przebieżkę” wyznaczając najbardziej odlegle stanowisko dla samolotu. Jedyna różnica polega na tym, że w Warszawie idzie się cały czas prosto, a w Moskwie uprawia slalom miedzy kolejnymi sklepami. Ot tak, dla zdrowotności. Idę z  wysuniętym jęzorem, mijam sklepy z wódką, chustkami, matrioszkami, zaczynam tracić nadzieję, że dotrę na miejsce i jeszcze przed wejściem do samolotu zdążę się napić wody. Duszno, upał. W końcu widzę: 56 – to nie fatamorgana. Zdążyłam. 

Rozglądam się za napojami ale proszą już do samolotu. Jak dobrze, przynajmniej usiądę i wkrótce podadzą coś do picia. Siedzę sobie a czas czarodziej tym razem zatrzymał wskazówkę zegara, prawie stoi w miejscu. W końcu mija 17:55 i dalej stoimy w miejscu. Gaśnie światło, nie działa klimatyzacja i robi się coraz duszniej. Stewardesy roznoszą wodę. Wreszcie! Wypijam dwie szklaneczki, a woda jak to woda natychmiast przenika przez skórę, bo na zewnątrz temperatura 32 stopnie a w samolocie jak w saunie. Stewardesy z uśmiechem roznoszą chusteczki odświeżające – bardzo przyjemnie jest wytrzeć lepkie ręce. 
           
Nie działa kolejny agregat prądotwórczy, proszą o cierpliwość a uśmiech chyba już boli. W końcu, po godzinie, znajdujemy się już na pasie startowym. Cóż, nie było masełka, Lot podaje kanapkę dla bardzo głodnych, chyba nie byłam aż tak głodna aby to zjeść, a mimo to zjadłam. Dziwna jest natura człowieka. 

Moskwiczowa

 

29.06.2010

 

komentarze:


         

  • swojanka
  • 2010-06-29
  • 20:46:12
bosz.. jak to dobrze, że nie latam ;)
  • przewodnikpokrakowie No tak, masełko widać przerzucone na inną trasę :)
  • 2010-06-29
  • 18:23:33

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
pies_pawlowa_2
Czas publikacji:
niedziela, 20 listopada 2011 19:28

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • anton_pl napisał(a) komentarz datowany na 2011/11/24 21:14:20:

    Moskwicz - daj jakiś wpis z tytułem :D

Dodaj komentarz